RSS
niedziela, 14 lutego 2010

nie mogę (łatwo) żyć na tej wyspie.

18:32, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 stycznia 2010

 

obrączkowe zaćmienie słońca, które dziś przeżyliśmy, zobaczycie tu. radzę zerknąć, bo następne takie  przyjdzie (o ile przjdzie) w 3043 roku.

 

 

17:31, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 grudnia 2009

*

czy można (pod magicznym względem wykonalności lub jej a) dzielić się marzeniami – publicznie? jeśli nie, niech to będzie blogowy list do świętego mikołaja pisany na wyspie, pod złotą łodzią wschodzącego księżyca.

proszę cię, święty mikołaju, przede wszystkim o to, żeby było nam łatwiej i żebyśmy dzięki tej łatwiejszej wersji naszego dorosłego życia mogli spędzać święta - te, śmakie i owakie, w pełnym gronie – rodziny, przyjaciół i dzieciaków.

proszę cię też, żebym mogła znaleźć się jednocześnie w bieszczadach, sudetach i na suwalszczyźnie - z przyjaciółką i synem. w te nadchodzące wakacje.

i żebym dostała pod choinkę nową płytę spiętego i nową p.j.harvey (oby mnie nie rozczarowała, pliz). oraz całą serię cudownie wciągajacych książek – jakąś „szklaną menażerię”, nowe kryminały szwedek i szwedów, prusa do śmiechu i na doczepkę jedno dobre porno (może być na dvd). i proszę również o maskę do nurkowania, koniecznie z rurką i płetwami w rozmiarze 38-39.

proszę cię też święty mikołaju o jakiś fajny romans. o romans-związek, w którym tak jest tak, a nie jest nie. i o miłosne heksametry płynące żywiołowo w korytach żył.

proszę, żebym mogła spędzić sylwestra jako dancing queen z „mamma mia!”... i żeby posiadanie marihuany było legalne w krajach, które odwiedzam oraz żebym cudownym sposobem unikała gastrofazy i nie tyła.

i żeby mój syn był nieziemsko szczęśliwy - tak, jak jest teraz, gdy wraca po całym dniu zabawy z kolegami i koleżankami na dworze, który tańczy do „miłość uwaga ratunku”  heya –  i na którego wirującą pupkę właśnie patrzę i zachodzę w głowę, jak można TAK (radośnie) tańczyć do TAKIEJ (smutnej) muzyki?

będę bardzo szczęśliwa, święty mikołaju, jeśli przyjmiesz chociaż trochę z tego, co ci tutaj wymieniłam. obiecuję być grzeczna.

 

 

 

 

18:18, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 listopada 2009

codziennie palę, codziennie piję. taka jest prawidłowość wyspy: nie znam nikogo, kto nie miałby tu jakiegoś nałogu. na naszej rajskiej, koralowej wyspie mamy prawdziwe targowisko (czego?) - palenie, picie, nurkowanie, kompensacyjne podróżowanie, snorkeling, toksyczne miłości, deep sea fishing, nocne muzykowanie, kreski na seksie...

codziennie palę, codziennie piję - po zmroku, wieczorem - kiedy dzieci już śpią i słońce odchodzi na zachód, daleko za dar es salaam, za tanzanię i całą afrykę.

20:57, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009

fotografia fruzi, cicho sza.

14:07, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2009

*

Parę dni temu, w trzydzieste trzecie urodziny Moniki Maszrum, przyśniła mi się moja własna, nigdy niezaistniała impreza urodzinowa.

Odbywała się u podnóży Karkonoszy, w małej wiosce położonej na łagodnym wzgórzu. Do wioski prowadziła wąska, asfaltowa szoska, wysadzona po bokach wysoce świerkowym, wiecznie zielonym lasem. Tuż przy wejściu w wieś droga kończyła się zbudowanymi przez starego Niemca drewnianymi balustradami podtrzymującymi pastwiska (pełne magicznych grzybów i krowich placków), rozgałęzione wierzby i stary poniemiecki cmentarz z zamkniętym na głucho kościółkiem.

Przez całą drogę pod górę, w zarośniętym paprociami rowie, szemrał strumień, wartko i nieustannie biegnący w dół, do Bobru. Szemrał naprzeciw wspinającemu się do góry człowiekowi, jemu naprzekór i jemu wbrew, jakby mówił: uważaj, moja miła, idziesz w górę, idziesz, oczywiście, że idziesz, dotrzesz tam nawet, tam, dokąd wyruszyłaś ze swojego dużego miasta, zobaczysz to, co chciałaś zobaczyć i uszczęśliwi cię ten widok, ale zapewniam cię, że prędzej lub później spłyniesz z gór, spadniesz z nich, zjedziesz i wrócisz w dolinę tak, jak i ja wracam.

W wielkim murowanym domu z maleńkimi oknami, w którym dawniej ludzie żyli wspólnie ze zwierzętami, grzejącymi ich swymi sierściuchowatymi grzbietami podczas mroźnych jesiennych poranków, srogich grudniów i lodowatych styczniowych wichur, Monika Maszrum urządziła dla mnie urodzinową fetę. Powiedziała: baw się, dziewczyno, celebruj życie; jedz, pij i tańcz; zażywaj ziół, rozkładaj nogi, spozieraj w tę swoją górę, w ten urodzinowy miesiąc i pamiętaj, że takiego blasku księżyca nie ma nigdzie na świecie.

c.d.n.

 

08:59, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lipca 2009

przecież wszystko już było, w świecie i w pisaniu.

nie chcę powielać nowatorskich języków, konstrukcji i pomysłów na fabułę, pragnę powiedzieć coś po swojemu, charakterystycznie, odrębnie, chcę uwierzyć, że to, co mnie spotyka, co myślę i jak żyję jest wyjątkowe i jedyne, a wiem, wiem gorzko, że nie różnię się zbytnio od pewnej grupy notujących panienek, jestem jedną z tych panienek; owszem, przyznaję,  lubię je i urzekają mnie w tekstach (pewnie dlatego, że są mi bliskie), ale boję się, że skończę swoją młodość ze zbyt szybko przykręconym grymasem niespełnienia pod nosem. nosem oryginalnym, dużym i zadartym. zdradzającym przerośnięte ambicje.

tak trudno jest dziś zaistnieć dla samej siebie.

08:02, listyzpodrozy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 lipca 2009

wydostać się z wyspy nie jest łatwo. sposoby przemieszczania się, znane ze stałego lądu - zawodzą. ani piechotą, ani na rowerze, motorze, ani w samochodzie, ani konno czy na osiołku. ani wozem, furmanką, dyliżansem.

żeby opuścić wyspę, trzeba albo wypłynąć w morze albo wystrzelić w powietrze. ujarzmić dwa groźne żywioły albo złożyć im hołd i się poddać. nie ma innego wyjścia.

ocean to nie spolegliwa matka ziemia, którą można kroić, orać i zasrywać. ocean rozpuszcza ludzkie gówno w trzy ułamki sekundy i wie, że zemści się za nie srogo. wie, że zabierze, co swoje.

20:01, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »

karibu w suahili to coś więcej niż zwykłe welcome, zapraszam. karibu to: nie bój się niczego, chcemy cię tutaj, wchodź, zostań, poczęstuj się, jesteś mile widziana. karibu słyszę od zanzibarczyków co najmniej kilka razy dziennie. podobnie jak słyszę: mzungu. białaska. długo przyjmowałam to za oczywistość. krzyczą mzungu na mój widok, bo przecież jestem biała. ale po blisko jedenastu miesiącach tutaj, na wyspie, dźwięk mzungu wywołuje we mnie sprzeciw. chcę wrzasnąć w broken suahili: na wewe mzungu! sam jesteś mzungu! żeby tego nie robić, muszę sobie tłumaczyć: hola, hola, nie obrażaj się, mzungu to odpowiednik murzyna w polsce, wszyscy w twoim kraju widząc murzyna na ulicy, myślą: murzyn.

 

 

19:46, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lipca 2009

lipiec przywiały mocne wiatry z południa. wzmagają się tuż przed zachodem słońca, ustają na chwilę i wracają w nocy, żeby pohałasować (i niepokoić moje sny). walą w nigdy niedomykające się drzwi w naszym domu, więc wyciszam je gałgankami, które kładę na noc na podłodze między drzwiami a framugą. zamykam też okna, bo lekkie przesuwane moskitiery stukają o ramy i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że te stukoty niosą niezrozumiałe treści z dawno zatopionych telegrafów, pocztylionów i morskich alfabetów, których (jeszcze) nie chcę odczytać ani spisywać. najpierw przecież muszę uporać się z własną treścią.

południowe wiatry dawały arabskim, hinduskim i portugalskim żeglarzom sygnał do podróży. synowie sindbada, odurzeni korzennymi zapachami kobiet, koczujący w łagodnych ramionach wyspy, nabierali wiatru w żagle i opuszczali powoli zanzibar.

 

08:11, listyzpodrozy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2